Cover Przewiane Indyki
[i] Uriah Heep - Lady In Black (instrumental heavy metal cover)
Oryginał: Uriah Heep
Lady in Black to czwarty utwór z albumu Salisbury z 1971 roku, przypisany Kenowi Hensleyowi. Utwór opowiada historię mężczyzny błąkającego się przez zniszczenia wojenne, który spotyka boską istotę go pocieszającą. Jest często chwalony przez fanów i krytyków jako najbardziej poetyckie dzieło Hensleya.
Tekst piosenkiŹródłotekstowo.pl
She came to me one morning One lonely Sunday morning Her long hair flowing In the midwinter wind I know not how she found me For in darkness I was walking And destruction lay around me From a fight I could not win She asked me name my foe then I said the need within some men To fight and kill their brothers Without thought of love or God And I begged her give me horses To trample down my enemies So eager was my passion To devour this waste of life But she wouldn't think of battle that Reduces men to animals So easy to begin And yet impossible to end For she's the mother of all men Who counselled me so wisely then I feared to walk alone again And asked if she would stay Oh lady lend your hand outright And let me rest here at your side Have faith and trust In peace she said And filled my heart with life There is no strength in numbers Have no such misconception But when you need me Be assured I won't be far away. Thus having spoke she turned away And though I found no words to say I stood and watched until I saw Her black coat disappear My labour is no easier But now I know I'm not alone I find new heart each time I think upon that windy day And if one day she comes to you Drink deeply from her words so wise Take courage from her As your prize And say hello for me
📖 Polskie tłumaczenie
Przyszła do mnie pewnego ranka, Pewnego samotnego niedzielnego ranka. Jej długie włosy powiewały Na wietrze w środku zimy. Nie wiem, jak mnie znalazła, Kroczyłem bowiem w ciemności, A wokół mnie rozpościerało się zniszczenie Po walce, której nie mogłem wygrać. Zapytała mnie wtedy o imię mojego wroga. Odrzekłem: żądza, co tkwi w niektórych ludziach, Co każe im walczyć i zabijać swoich braci Nie zważając na miłość ni Boga. I błagałem ją: daj mi rumaki, Którymi stratuję mych wrogów. Tak żarliwe było moje pragnienie, By skończyć z tym marnotrawstwem życia. Jednak ona nie myślała o walce, która Zamienia ludzi w zwierzęta, Tak łatwej do rozpoczęcia, A mimo to niemożliwej do zakończenia, Jako że jest matką wszystkich ludzi, Która tak mądrze mi wtedy doradziła. Obawiałem się, że znów będę szedł samotnie I poprosiłem ją, aby została. O pani, wyciągnij ku mnie swą dłoń I pozwól mi spocząć tu u twego boku. Miej wiarę i pokładaj ufność W pokoju, odrzekła I wypełniła moje serce życiem. Siła nie tkwi w liczbach, Niech cię to nie zwiedzie. Lecz gdy będziesz mnie potrzebować, Bądź pewien, że nie będę daleko. To powiedziawszy, odwróciła się I choć nie mogłem wymówić ni słowa, Stałem i patrzyłem, póki nie ujrzałem Jej znikającego czarnego płaszcza. Mój trud nie jest lżejszy, Lecz teraz wiem, że nie jestem sam. Znajduję w sobie nową siłę za każdym razem, Gdy myślę o tamtym wietrznym dniu. A jeśli pewnego dnia ona przyjdzie do ciebie, Czerp pełnymi garściami z jej mądrych słów, Weź od niej odwagę Jako swoją nagrodę I pozdrów ją ode mnie.